Bydgoskie Bractwo Fajkowe

Licznik odwiedzin

Dzisiaj 0

Wczoraj 18

W tym tygodniu 29

W tym miesiącu 248

Razem 16894

X Święto Fajki w Przemyślu

Miło mi zakomunikować wszem i wobec, że w swych szeregach mamy pierwszego Mistrza. Zwycięzcą prestiżowego turnieju zorganizowanego w ramach obchodów X Święta Fajki w Przemyślu został nasz klubowy kolega Przemek Marach. Ów fakt, jak i sama impreza przeszły nasze najśmielsze oczekiwania.

A wszystko zaczęło się w Bydgoszczy, ponad 600 kilometrów od celu podróży.

Pomni na krążące z ust do ust fajczarzy legendy o wspaniałym święcie przemyskiej fajki, my również zapragnęliśmy uczestniczyć w tej sławetnej imprezie. Jubileusz 10-lecia zapowiadał niezłą zabawę, jednak tylko dwójka klubowiczów z Bydgoszczy zdecydowała się na tak daleką podróż.

Ruszyliśmy przed świtem, kierując się najkrótszą drogą na Przemyśl. Najkrótszą, acz wcale nie taką krótką. W Hotelu Europejskim rozlokowaliśmy się na pół godziny przed pierwszą zbiórką na przewidywane zwiedzanie Przemyśla. Stawiliśmy się tuż przed godziną „W” na Placu Katedralnym. Wyjątkowo miło było nam zobaczyć znajome twarze z fajkami w zębach.

Naszą wycieczkę zaczęliśmy od wejścia w podziemia muzealne pobliskiej kamienicy. Najpierw przybliżono nam historię Przemyśla, którą później utrwaliliśmy, oglądając galerię zdjęć przedstawiających dawne czasy, ludzi, wydarzenia.

Historia Przemyśla to przede wszystkim opowieść o mieście na przecięciu szlaków komunikacyjnych Wschodu z Zachodem oraz zaletach gospodarczych i przywarach politycznych tego umiejscowienia. W mieście i okolicach przewijały się wpływy wielkich mocarstw i wszędzie widać ślady działań wielkich armii, zwłaszcza oglądając zdjęcia, na których pojawiały się postacie w mundurach polskich, austriackich, niemieckich, rosyjskich lub radzieckich. Zaś same podziemia kamienic za czasów świetności mieściły w sobie wielkie magazyny bogatych kupców, o czym przypominały stojące wokół eksponaty. Owe „katakumby” kryły w sobie również pierwszy na obszarze południowo-wschodniej Polski kolektor zanieczyszczeń.

Po wyjściu z podziemi ruszyliśmy w kierunku rzeki San. Nad jej brzegiem napotkaliśmy wyrastający spod ziemi bunkier, należący swojego czasu do zespołu fortyfikacji ciągnącej się od Bałtyku po Węgry zwanego Linią Mołotowa. Jego historię przybliżyli nam młodzi ludzie, pasjonaci przywrócenia tego obiektu potomnym. Odnowili fortyfikację i wzbogacili o wiele wojskowych eksponatów z okresu wprowadzania w życie Planu Barbarossy. Uhonorowali tym samym pamięć czerwonoarmistów, którzy polegli w obronie bunkra.

Ostatnim etapem wycieczki było zwiedzenie fortyfikacji Twierdzy Przemyśl. Brama forteczna, a za nią strome wzniesienia, mury z otworami strzelniczymi, stare bunkry przypominały o dawnej świetności tego obiektu, który znakomicie został wkomponowany w obraz miasta, przechodząc w niezliczone alejki Parku Zamkowego. Stąd już niedługim zejściem powróciliśmy na Plac Katedralny.

Stromizny i kilometry w nogach mocno dały się nam we znaki - zwłaszcza mojej skromnej osobie, a był to dopiero początek świętowania, bo X Święto Fajki w Przemyślu właśnie się rozpoczęło.

Kolejnym etapem celebracji fajki było spotkanie fajczarzy na imprezie w firmie Mr Bróg, czyli u znanego nam wszystkim Zbyszka Bednarczyka. Nie byliśmy pierwsi, stąd ominęły nas pewne atrakcje jak np. zwiedzanie fabryki fajek. Dwojący się i trojący gospodarz w tradycyjnej „spódniczce” prowadził również już tradycyjną licytację fantów na cele charytatywne. Ciężko było o miejsce przy stole dla spóźnialskich, by spocząć przy piwku i kiełbasce po trudach wycieczki, acz brać fajkowa zwarła szeregi, znalazła się też niewielka ławeczka i już wkrótce siedzieliśmy wśród „swoich”. A czas był najwyższy, bo oto zaczynał się towarzyski turniej fajki Mr Broga.

Fajek sygnowanych wielkim logiem Bractwa Bróg starczyło dla wszystkich. Turniej stricte towarzyski zakończył się – i to przy moim stole - ciężką rywalizacją o pierwsze miejsce. Tym razem nasz klubowy kolega musiał uznać wyższość nieznanego nam wcześniej kolegi po fajce z Krakowa.

Impreza u Zbyszka kończyła się, gdy na niebie zabrakło najmniejszego już promyka zachodzącego słonka. W kompletnych ciemnościach, zmęczeni po wielu atrakcjach tego dnia, wszyscy powrócili do swoich kwater.

Drugi dzień święta zaczął się rejestracją zawodników. Poranna fajeczka przy szklance zimnego piwa w centrum starówki wprawiła wszystkich w dobre nastroje. Stojące, już przynajmniej od dnia poprzedniego, stoiska powoli zaroiły się nie zawsze znanymi nam producentami i sprzedawcami fajek i akcesoriów fajkowych. Na pierwszy rzut oka widać było, że Przemyśl jest stolicą polskiej fajki.

Ku mojej radości, po długiej nieobecności w światku fajczarzy udało mi się spotkać mistrza Tadeusza Polińskiego wraz z małżonką, którego kolejny autograf uzupełnił mój zbiór fajek z literką „p”. Tym razem obiecałem mistrzowi, że w tej fajeczce, w przeciwieństwie do innych, na pewno zacznę palić tytoń. Jako że każdy ma podobne fajeczki w swoich zbiorach, chyba nikogo nie zdziwi, że niektóre piękne, unikalne fajki pozostają „dziewicze”, bo żal „niszczyć” te małe dzieła sztuki. A więc, panie Tadeuszu, zapaliłem i palę w tej fajce dość często.

Nadszedł czas wielkiego Turnieju.

W przytulnym klubie Niedźwiadek zebrali się wszyscy fajczarze pragnący wziąć udział w rywalizacji. Wśród nich znalazło się wielu naszych przyjaciół z całej Polski, ale pojawiło się też wiele całkowicie nieznanych nam osób. Wśród „starych wyg” zadebiutował również zupełnie nowy klub fajkowy z Jasła. Debiutantem w roli gospodarza był prezydent Przemyskiego Klubu Fajki – Piotr Malik, który po wstępnej ceremonii otwarcia imprezy oddał pałeczkę prowadzącego niezmordowanemu głównemu sędziemu zawodów, Jurkowi Wilczkowiakowi.

Rywalizacja turniejowa już na samym początku przyniosła niespodzianki. Wśród pierwszych pożegnanych tradycyjnym „wystukaniem” kołeczkami znaleźli się tacy mistrzowie jak Julek Drabent i Damian Mucha, który jeszcze przed startem ostrzegał wszystkich o nieprzewidywalności turniejowego tytoniu. Ów fakt potwierdziło systematyczne stukanie w stoły „na pożegnanie”.

Gdy biorących udział w zawodach pozostało jedynie dziesięciu, widać już było, że grono zwycięzców turnieju zdominowali młodzi fajczarze, których staż udziału w turniejach nie był liczony w latach, a raptem w miesiącach. Honoru weteranów dzielnie bronił prezydent KMF Szamotuły, Włodzimierz Starzonek. A walczyć było o co - pierwszych sześciu na liście zwycięzców miało otrzymać fajki-autografy mistrzów fajkowych z Przemyśla.

Na pierwszą z sześciu trofeów zasłużyła paląca zaledwie od kilku miesięcy Marta Frąckowiak, pokonując na finiszu dwóch swoich kolegów klubowych.

Z piątą lokatą, ku radości swych przyjaciół, zakończył palić Marek Tritt, który tak niedawno, na turnieju na Kaszubach, cieszył się ze swojego sukcesu – przekroczenia pierwszej godziny w paleniu.

Czwarte miejsce zajął zwycięzca towarzyskiego turnieju u Mr Broga, Tadeusz Polak.

Na podium z trzecim czasem zasłużył przedstawiciel gospodarzy, znany wszystkim jako przemyski Szwejk, Mariusz Bednarz.

Pola w walce o mistrzostwo musiał oddać niezrzeszony w żadnym klubie Zbigniew Wierzbicki, który kończąc palić ,wstał i jako pierwszy pogratulował zwycięzcy wygranej.

Zwycięzcą turnieju został, walczący do końca, nasz klubowicz Przemysław Marach, który osiągnął swój najlepszy z dotychczasowych czasów w rywalizacji turniejowej.

Po turnieju i zasłużonym obiedzie wszyscy wzięli udział w tradycyjnej paradzie fajkowej, niosąc transparenty z nazwami swoich klubów. No, prawie wszyscy (dziękujemy, Włodku).
Następujące po paradzie występy zaproszonych zespołów były dla nas, jak i wszystkich znajdujących się na placu, niesamowitą niespodzianką. Szkocka muzyka i tańce Indian (o rany, co oni palili?) na długo utkwiły w naszej pamięci, jak i pamięci naszych telefonów.

Potem nadszedł czas publicznego uhonorowania zwycięzców turnieju. Na postawionej na placu scenie „pierwsza szóstka” otrzymała nagrody i dyplomy z rąk prezydenta miasta Przemyśla i prezydenta Przemyskiego Klubu Fajki. Oklaski tłumu przypieczętowały ceremonię.

W klubie Niedźwiadek zapaliliśmy pożegnalną fajkę i po pożegnaniu się ze wszystkimi ruszyliśmy w drogę powrotną. Pełni wrażeń, acz z żalem, bo pełna atrakcji impreza miała potrwać jeszcze dzień dłużej, ukazując piękno ziemi nad Sanem i Soliną.

To było wielkie Święto Fajki

Do Bydgoszczy szczęśliwie dojechaliśmy o świcie.

Z naszej wizyty w Przemyślu nasuwają się pewne… przemyślenia.

  1. Jest daleko. To drugi koniec Polski, ale warto było i za rok również się tam wybierzemy.

  2. To jedyna taka impreza na południe od Warszawy. Widać było nagły wzrost liczby uczestników z tego regionu, zwłaszcza z Krakowa. Dziwi natomiast fakt, iż zlokalizowany niedaleko Śląski Klub Fajki reprezentowany był jedynie przez swojego prezydenta.

  3. Dużą niespodziankę stanowił dla nas fakt, iż Święto Fajki organizowane było przy dużym zaangażowaniu władz miasta. Okazuje się, że jednak można, wbrew powszechnej opinii przedstawicieli różnych instytucji, promować fajczarstwo.

  4. Chcemy podziękować Prezydentowi Przemyskiego Klubu Fajki, Piotrowi Malikowi, za wspaniałą i pełną atrakcji organizację imprezy oraz za osobistą pomoc i opiekę nad jej uczestnikami (w tym nam nami). Dziękujemy całemu klubowi i Wam wszystkim z fajkami w zębach, których zawsze miło spotkać nawet na krańcu Polski.