Bydgoskie Bractwo Fajkowe

Licznik odwiedzin

Dzisiaj 11

Wczoraj 11

W tym tygodniu 44

W tym miesiącu 170

Razem 16211

Pięć lat bez Krzysia...

Aż trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno był wśród nas, czarował swoją wiedzą fajczarską oraz inteligencją niestrudzonego"oblatywacza fajek niewrzoścowych". Jeszcze w 2005 roku uczestniczył w swoim ostatnim turnieju fajczarskim, w rodzinnej Bydgoszczy. Rok później już nie żył. Właśnie w ostatnich dniach grudnia 2011 roku obchodzimy 5 już rocznicę śmierci założyciela dwóch bydgoskich klubów fajkowych, poetę, prozaika, wydawcę, bibliotekarza, doskonałego fajczarza - naszego przyjaciela - Krzysia Solińskiego.

Fot. Bogdan Dąbrowski

Fot. Bogdan Dąbrowski

Okrutna choroba w ciągu zaledwie roku zabrała Go z naszego grona.
Był w światku rodzimych fajczarzy niezwykle lubianą i poważaną osobą, pełną pomysłów oraz niezwykle ciepłym i serdecznym kolegą. Pamiętam, kiedy uczestniczyłem w turniejach fajczarskich, w których towarzyszyła mi żona, po prostu nie mogłem ich oderwać od siebie. Bardzo się lubili i potrafili przegadać ze sobą godziny, nawet kosztem wyniku konkursowego.

Maciej „Faja” Maciejewski

Może zacznę od tego, czym dla mnie jest fajka. Od samego początku mojej drogi (wiosna 1989), fajka stanowiła dla mnie przedmiot relaksu, później przyszły doznania estetyczne oraz umiejętność delektowania się dymem fajkowym. Gdy pracowałem w mundurze, chwila z fajką przed służbą pozwalała się skoncentrować na oczekujących mnie zadaniach, po służbie dawała poczucie spokoju, wyciszała, koiła. Kiedy zacząłem pracować „po cywilnemu”, fajka towarzyszyła mi także w trakcie służby tym bardziej, że praca w Kryminalistyce wymagała pełnego skupienia, dokładności, rzetelności, myślenia analitycznego, a cóż służy temu lepiej niż krótkie PYK, PYK pomiędzy jednym a drugim zdaniem oględzin. W pracy przylgnął do mnie przydomek „Faja” i tak właśnie zwracali się do mnie starsi i młodsi koledzy z różnych wydziałów. Dziś nic się nie zmieniło w moim podejściu do palenia tytoniu w fajce, być może jako emeryt jestem bliższy stereotypowi fajczarza – starszy pan (emeryt) z brodą, w kapeluszu na głowie i fajką w zębach. Na szczęście znam wielu młodych ludzi mających się nijak do tego stereotypu, z czego bardzo się cieszę.