Maciej „Faja” Maciejewski

Może zacznę od tego, czym dla mnie jest fajka. Od samego początku mojej drogi (wiosna 1989), fajka stanowiła dla mnie przedmiot relaksu, później przyszły doznania estetyczne oraz umiejętność delektowania się dymem fajkowym. Gdy pracowałem w mundurze, chwila z fajką przed służbą pozwalała się skoncentrować na oczekujących mnie zadaniach, po służbie dawała poczucie spokoju, wyciszała, koiła. Kiedy zacząłem pracować „po cywilnemu”, fajka towarzyszyła mi także w trakcie służby tym bardziej, że praca w Kryminalistyce wymagała pełnego skupienia, dokładności, rzetelności, myślenia analitycznego, a cóż służy temu lepiej niż krótkie PYK, PYK pomiędzy jednym a drugim zdaniem oględzin. W pracy przylgnął do mnie przydomek „Faja” i tak właśnie zwracali się do mnie starsi i młodsi koledzy z różnych wydziałów. Dziś nic się nie zmieniło w moim podejściu do palenia tytoniu w fajce, być może jako emeryt jestem bliższy stereotypowi fajczarza – starszy pan (emeryt) z brodą, w kapeluszu na głowie i fajką w zębach. Na szczęście znam wielu młodych ludzi mających się nijak do tego stereotypu, z czego bardzo się cieszę.
Ale jak to wszystko się zaczęło …
Fajka pojawiła się w moim życiu, rzekłbym w sposób nieoczekiwany. W czasach gdy byłem przedszkolakiem, często bywałem w słupskiej Komendzie MO. Nie, nie byłem małym rozrabiaką, tak się złożyło, że mój Ojciec był samotnie wychowującym rodzicem a przy tym funkcjonariuszem MO. W związku z tym spędzałem sporo czasu w budynku Komendy, a to siedząc w biurze Ojca, a to włócząc się po korytarzach budynku, który uznawałem za swój drugi dom. Bardzo często wyczuć można było na korytarzu snujący się zapach Amphory (wówczas jeszcze nie wiedziałem co to takiego). Zapach był ciekawy, słodki, kuszący. Niestety nie pamiętam twarzy milicjanta-fajczarza, roztaczającego wszędzie ten miły aromat, ale sam zapach palonego przez niego tytoniu prześladuje mnie do dziś. Później z fajką zetknąłem się w latach kryzysu i stanu wojennego. Nie mam pojęcia skąd mój Ojciec wziął fajkę, pamiętam za to jego sporadyczne próby palenia. Piszę próby, gdyż dziś mogę śmiało powiedzieć, że były to prawdziwe zmagania i niewątpliwie poważne wspomaganie polskiego przemysłu zapałczanego.

Ojciec miał jedną fajkę i oddał mi ją kilkanaście lat temu, sam pozostając papierosiarzem. Szkoda, że nie mogę znaleźć informacji o pochodzeniu tej fajki. Jest to jak najbardziej klasyczny billiard z bardzo słabo widoczną sygnaturą i paskudnie sklejoną szyjką (naprawa pęknięcia). Fajka otrzymała srebrny pierścień reparacyjny dla wzmocnienia i zakrycia uszkodzeń, służy mi do palenia „Belle Epoque”. Jeden z użytkowników Facebook-a (gdzie zamieściłem zdjęcia fajki) twierdził, że jest jej producentem, nie podał jednak żadnych informacji mogących potwierdzić jego wykonawstwo. Fajka, która według mnie może pochodzić z okresu powojennego (gdzieś do lat 70-ych XXw.), pozostaje dla mnie tajemnicą. Tajemnicą o tyle miłą, że jest poza kilkoma fotografiami jedyną pamiątką po Ojcu.

Nie wiem, czy fakt posiadania fajki przez mojego Ojca, czy wspomnienie zapachu „Amphory” snującego się po słupskiej Komendzie MO spowodowało, ze podczas patrolu (przełom kwietnia i maja 1989 roku) wszedłem do Trafiki przy ul.Głogowskiej w Poznaniu i zakupiłem moją pierwszą fajkę. Była to Kulpinka” – ryflowany egg bent nr 107. Do fajki zakupiłem czeski metalowy niezbędnik oraz tytoń „Clan” i „Kapitan” a kilka dni później pewexowską „Amphorę”. Zieloną „Amphorę” paliłem wprost z saszetki, czerwoną mieszałem z brązową lub z „Kapitanem” (rzadziej z „Bosmanem”). „Clan” skończył się w pewnym momencie, a „Amphora” towarzyszyła mi do 2008 roku. Miło wspominam lata 90-e XXw. , gdyż był to okres, kiedy miałem okazję posmakować naprawdę wielu tytoni. Kupowałem je w kiosku z artykułami tytoniowymi, kolejno wg tego, jak wystawione były na półce, sprzedawczyni nie potrafiła nic o nich powiedzieć. Niestety były to w przeważającej większości słodycze, ale trafił się również jakiś Dunhill (wydawał mi się wówczas jakiś taki surowy i niesmaczny). Jakoś z końcem lat 90-ych, skończyły się również tytonie. Pozostała jedynie sieć trafik, gdzie nabyć można było „Amphorę” (początkowo jedyny tytoń fajkowy), z czasem pojawiły się Alsbo, Poniatowskie, w końcu Stanwelle i Larseny.
W 2008 roku stałem się szczęśliwym posiadaczem abonamentu internetowego i mój malutki świat fajczarski miał okazję rozkwitnąć. Nagle „Amphorę”, której degradację obserwowałem przez lata, mogłem zastąpić prawdziwymi smakołykami zamawianymi via Internet. Dziś najchętniej palę Va, Va+La, Va+Pq, mieszanki angielskie, a raz po raz na wyraźne życzenie małżonki palę „coś słodkiego”, np. wspomniane wcześniej „Belle Epoque”.
Jeśli chodzi o fajki, to do 2008 roku kupowałem nowe wyroby naszych wytwórców, głównie wrzośce Kulpińskiego i Worobca oraz gruszki „Bróg-a”. Trafiło do moich rąk trochę wrzoścowych fajek no name, zakupionych na ostrowskim targowisku, kilka „albanek” z kiosku „Ruch”. Oczywiście różnymi drogami dotarło do mnie kilka fajek używanych. „Używki” stały sobie na półkach, czekając na lepsze czasy. Te nadeszły wraz z łączem internetowym, dzięki któremu zyskałem dostęp tak do tytoni, jak ido WIEDZY fajkowej. By odnowić i przysposobić do palenia swoje fajki używane, spędzić musiałem wiele czasu przed monitorem komputera w poszukiwaniu niezbędnych informacji, czyniłem również własne notatki. Od tego czasu odwróciły się proporcje nabywanych fajek, na korzyść tych z drugiej ręki. Dziś dysponuję zbiorem niewielkim, bo liczącym zaledwie 150+ fajek. Celowo używam tu słowa zbiór a nie kolekcja, gdyż moje fajki stanowią wypadkową tego, co akurat podobało mi się w danym okresie (i do czego miałem dostęp), a nie mamy tu do czynienia z zastosowaniem kryterium określającym jakikolwiek kierunek mojego zbieractwa. W codziennym użyciu jest około 30 fajek, palonych na przemiennie, mających czas odpocząć, gdyż palę 1-2 (z rzadka 3) fajeczki dziennie. Jeszcze niecałe 3 lata temu paliłem 5-6 fajek dziennie.
Tak więc moje fajki to w sporej części prace rodzimych fajkarzy. Można powiedzieć, że brakuje mi fajki „Rogrus-a” oraz wschodzących mam nadzieję gwiazd polskiego fajkarstwa, wielce mi miłych kolegów Tomka Zembrowskiego i Wojtka Pastucha. Poza tym zagraniczne fajki – głównie z drugiej ręki, odnowione i praktycznie wszystkie wykorzystywane w tej grupie do codziennego palenia.

Moje ulubione fajki? Oczywiście dwie opisane wyżej, czyli moja pierwsza fajka – Kulpiński 107 oraz „Tatowy” biliard. Jednak przed nimi plasują się trzy fajki zakupione na e-buy, a tak dokładniej to palmę pierwszeństwa dzierży Dunhill mod 34/I z 1945 roku, zaraz za nim dwie siostrzane Sasieni mod 3, różniące się wykończeniem (gładka naturalna i piaskowana czarna).

Gdzieś pomiędzy Sasieni a fajkami opisanymi na wstępie jest miejsce dla fajki, podarowanej przez mojego serdecznego druha – Darka Kuźmę ze Śląskiego Klubu Fajki, jest to Fleetwood, który posłużył do zobrazowania mojego poradnika odnawiania fajek „Nowa-stara fajka”. Obok Fleetwood-a jest niewątpliwie miejsce dla fajki wykonanej przez Bartka Antoniewskiego na moje zamówienie, fajka którą uczciłem swoje odejście na emeryturę po 21 latach służby w Policji.
Ponieważ moje odejście za służby związane było ze zdrowiem, okres chorobowego wykorzystałem do złożenia w całość materiałów, które zbierałem podczas odnawiania swoich fajek „używek”. Pomysł napisania poradnika kiełkował już od początku okresu zbierania informacji o odnawianiu i naprawach ale impuls do jego realizacji dał mi wspomniany wcześniej Darek Kuźma. Tak dzięki pracy własnej i pomocy fajczarzy powstała książeczka „Nowa-stara fajka”, której premiera miała miejsce podczas aukcji charytatywnej, zorganizowanej przez Zbyszka Bednarczyka w czerwcu 2010 roku.

Mogę dzisiaj śmiało powiedzieć, że właśnie ten poradnik jest moim największym osiągnięciem fajczarskim, obok zajęcia 25 miejsca (na 198 sklasyfikowanych) w rankingu Grand Prix 2009 prowadzonym przez Jurka Grodka ora założenia wspólnie z Rysiem Ordziejewskim Kalisko-Ostrowskiego Klubu Fajki 2010. Pochwalę się przy okazji tym, że w skład KOKF2010 wchodzą miedzy innymi Roman „Soley” Kalinowski (mistrz Polski 1984, reprezentujący na turniejach Zielonogórski Klub Fajki) oraz Andrzej „Andreas” Grześkiewicz , którzy to mają na swoim koncie wykonanie sporej ilości fajek. Prócz zgłębiania tajników fajczarstwa, zerkam łakomym okiem w kierunku fajkarstwa. Do tej pory wykonałem 2 fajki z gotowych (nawierconych) klocków. Pierwsza znajduje się w rękach Rysia Ordziejewskiego a druga trafiła do Damiana Muchy z KKF Poznań (zresztą podczas spotkania w Bydgoszczy ?).

Dzięki Internetowi dowiedziałem się o organizowanych w naszym kraju konkursach w wolnym paleniu fajki i przy pierwszej nadarzającej się okazji pojechałem do Zielonej Góry (2008). Spotkania konkursowe dały mi możliwość poznania innych miłośników fajkowego dymku oraz wymianę tak brakujących mi doświadczeń. Co prawda dzisiejsze uwarunkowania nie są przychylne również dla ruchu fajczarskiego, mam jednak nadzieję, że nasza pasja i determinacja pozwolą na dalszy rozwój fajczarstwa, czego wszystkim koleżankom i kolegom miłośnikom fajki i tytoniu życzę.
Maciej „Faja” Maciejewski

